poniedziałek, 24 czerwca 2013

Wrong way

Zaraz się totalnie zdemotywuję. Stanęłam na wadze. Znam się trochę na biologii, więc nie rozumiem tego co zaszło. Nie kojarzę, żebym kiedykolwiek tyle ważyła haha! To okropne!

Oczywiście zdarza się tak, że człowiek tyje na diecie, ale to nie ten przypadek. Chyba piję za dużo wody. Zazwyczaj dzieję się jednak tak, że jeśli nagle zacznie się pić znacznie więcej wody, to się chudnie. Ale w moim przypadku chyba jestem nią przepełniona - sama nazywałam się zawsze sukulentem :D. Przeanalizowałam wszyściutko i nic innego nie mogło tego sprawić.

Trudno, nie rezygnuję. Myślę, że za jakiś czas wyniki będą szły w tym odpowiednim kierunku ;)

niedziela, 23 czerwca 2013

ekhm

Jestem na maksa wkurwiona. Haruje jak ten wół, żeby jechać nad morze i w miarę wyglądać. Głowię się nad głupimi zakupami i szukam jak taka...ekhm stroju kąpielowego, a w dniach kiedy mam być nad morzem ma być 16 stopni i do tego ma padać!!?? Co to ma być!?

Mam ochotę strzelić sobie w łeb i nigdzie nie jechać. Przedpłata wpłacona ale co tam, niech idzie się..ekhm, mogę stracić więcej jadąc tam. A tak chociaż zaoszczędzę. 

Aż wszystkiego się odechciewa -.-

piątek, 21 czerwca 2013

Lazybones

Dzisiaj złapałam lenia. To znaczy tylko co do biegania. Już po ćwiczeniach jestem, pewnie jeszcze pohasam na skakance :D.

Koleżanka powoli sobie odpuszcza i lekceważy nasze treningi, wręcz przeciwnie do mnie. Jestem bardzo zdziwiona, gdyż ona do tej pory wykazywała większą mobilizację ode mnie. Kiedy mi się nie chciało i marzyłam po cichutku o tym, żeby napisała mi: "dziś nie", właśnie to ona chciała i chciała. A teraz co? W zasadzie nawet lepiej biega mi się samej, gdyż mogę narzucić sobie większe tempo. Ucieszyłam się więc nawet, ale i ze mną dziś wygrało lenistwo. Trudno, nie trzeba przecież biegać codziennie. Wystarczy trzy razy w tygodniu, i tak wyciskam więcej.

Poza tym te upały są wyczerpujące. Poranne bieganie byłoby lepszym rozwiązaniem, ale pobudka wakacyjna przed 8.00-9.00 to rzecz niemożliwa. Oprócz tego prysznic, włosy...nie, nie, nie! Niestety nie tym razem. Chyba, że znajdę dobry pomysł na to, jak poradzić sobie z moimi włosami. Coś się z nimi złego dzieje. Nie wiem co im zrobiłam :D

Leń ze mnie.

środa, 19 czerwca 2013

Więcej!

Oj ooj! Spora przerwa. Ale nic się nie działo. Dzisiaj biegałam o 19! Tragedia, upał był niemożliwy. To wszystko przez koleżankę, bo tak sobie zażyczyła tym razem, a ...wcale nie przyszła -.-. Jako osoba spokojna nie zdenerwowałam się wcale i postanowiłam sama przebiegnąć się jakiś kilometr.

Za dwa tygodnie (już niecałe!) jadę z koleżankami nad morze! Z tego oto powodu treningi zostały wzmożone, również dieta. Ograniczyłam posiłki do trzech dziennie, one same zostały ograniczone. Ćwiczę 20-25 minut dziennie drobne ćwiczonka głównie na uda i trochę na brzuch. Trochę na skakance skaczę. Staram się jeść owoce i warzywa, ale głównie składają się na to banany, truskawki i winogrona oraz pomidor, ogórek i sałata :D.

Ale czy w dwa tygodnie można poprawić swoją sylwetkę? Dam znać :)

środa, 5 czerwca 2013

Nuda

Trochę mięśnie mnie bolą, ale jest dobrze. Wczoraj było słabo, ale trudno - kontuzje się zdarzają. Musiałysmy na maksa zmniejszyć tempo. Dziś całkowicie normalnie. Nuda mnie męczy, więc nic już nie piszę.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Reaktywacja :D

Dziś oficjalnie powróciłam do biegania :) Teraz już mogę sobie pozwolić. Było jednak krótko, gdyż zaczęłyśmy wcześniej niż zwykle, co było błędem - słońce nas zabijało. Blisko jeziora więc powiewał chłodny wiaterek, jednak i to nie wystarczyło. Widoki za to piękne!

poniedziałek, 27 maja 2013

Nooo

Nooooo! Niestety na początku trzeba to zakończyć. Na tydzień! Prawdopodobnie przewiało mnie podczas tych biegów. W sobotę muszę być na cacy, a tu ledwo zwyciężyłam z jęczmieniem oka, teraz muszę zwalczyć opryszczki czy coś w tym stylu. A niech to! Od poniedziałku może zwalić się na mnie wszystko, nie dbam o to, ale nie teraz! Zresztą i tak paskudna pogoda, pada i pada, co mnie w zasadzie nie zniechęca, ale mogło by być jeszcze gorzej ze mną niż jest.

Stop, stop więc na chwilkę! Od poniedziałku (jeśli nie będę na kacu :D) ruszam od nowa i z większą siłą!

piątek, 24 maja 2013

No pain no gain.

Z nękającą nienawiścią do życia wstałam. Jak zwykle po przebudzeniu próbowałam rozszywfrować co jest rzeczywistością, a co snem. Dziś wyjątkowo trudno było mi rozpoznać. Pół we śnie, pół nie wiadomo gdzie. Nic nowego.

Trochę przemęczyłam mój organizm. Dziwię się, bo starałam się bardzo do tego nie doprowadzić. Nie dokucza mi to jednak zbyt bardzo, bo sportowe kontuzje to dla mnie chleb powszedni. A przynajmniej był. Dowiedziałam się, że w weekend odpoczywamy. Dziś mówię: tak. Trzeba przez chwilę wytchnąć. Ale nie mam zamiaru nic nie robić. Ćwiczenia obowiązkowe - na uda i na brzuch. Nie będzie dnia wolnego od potu! Tak być absolutnie nie może.

Analizując, to dopiero trzeci dzień. Każdego dnia godzinę biegu (a raczej truchtu i marszu). Za jakiś czas sama zwiększę długość trwania treningu. Już kłuje mnie w oko chęć zastopowania, ale nie! No pain no gain! Chociaż podobno to powiedzenie straciło na wartości. Uważam je jednak za pomocne. Aaah jest pain, oj jest. I czuje się z tym świetnie!

czwartek, 23 maja 2013

Trudny dzień.

Drugi dzień za mną. Kości bolą mnie niesamowicie. Trochę to spory dla nich wysiłek. Jak by to było bez sportowych butów - wolę nie myśleć.

Trudny to był dzień. Rozpoczęty od bardzo nieudanych zakupów, które niemal powaliły mnie z nóg. Wstałam z dobrą myślą. Pojechałam do miasta. Po czasie wykończona, ledwo żyłam. Nic się już nie chciało, miałam dość! Zakupy przestają być przyjemnością, stają się musem. Dosłownie 10 minut przed umówionym spotkaniem z koleżanką dotarłam do domu. Ona była już prawie na miejscu, a ja dopiero się przebierałam. Wybiegłam - a miałam spory kawałek do przebycia. Zmarnowana po godzinnych łowach w sklepach. Przybiegłam, żyłam. Uuuf!

Żadnych refleksji. Nic, jestem rozładowana do minimum. Leżeć, spać, spać, leżeć.

środa, 22 maja 2013

Jogging!

Let's go jogging! Zaproponowała mi koleżanka. Takie wyzwanie? Trudno odmówić - ba, nie można! To, że tęskniłam do uprawianego w dzieciństwie sportu, wiedziałam już od dawna. Spojrzałam, uśmiechnęłam się. Właśnie o tym marzyłam, na taką propozycję czekałam! Jak z nieba! Nareszcie, nareszcie dostałam szansę wypracowania upragnionej, zaginionej formy i poprawienia swojego wyglądu i być może psychicznego stanu. Sport może zdziałać cuda! Oczywiście mogłabym sama, ale...w grupie raźniej przecież! 

Chcę sprawdzić jak bieganie wpłynie na moją sylwetkę. Taki test. Chcę się przekonać. Zaczynają się letnie wyjazdy nad morze, których i ja nie mogę ominąć. Jednak przedtem należy się w jakiś sposób przygotować. Nie ma nic lepszego niż bieganie i drobne ćwiczenia w domu!

Niestety zły los sprawił, że nie mogłam zrobić sobie zdjęcia "przed". Zrobię to jutro, aby móc porównać efekty. Sama jestem ich ciekawa. Zaczynamy?

Dzisiaj pierwsza próba nastąpiła. Trening wyglądał mniej więcej tak: szybki marsz, spacer, trucht, spacer, trucht, spacer, tru...marsz. Mimo minimalnego wysiłku - poczułam mięśnie nóg, co jest dobrym sygnałem. Dobre jest też to, że nie bolą. O to nam w końcu chodziło. Pierwszy raz, nie może powalić z nóg :D.


Let's go!