czwartek, 23 maja 2013

Trudny dzień.

Drugi dzień za mną. Kości bolą mnie niesamowicie. Trochę to spory dla nich wysiłek. Jak by to było bez sportowych butów - wolę nie myśleć.

Trudny to był dzień. Rozpoczęty od bardzo nieudanych zakupów, które niemal powaliły mnie z nóg. Wstałam z dobrą myślą. Pojechałam do miasta. Po czasie wykończona, ledwo żyłam. Nic się już nie chciało, miałam dość! Zakupy przestają być przyjemnością, stają się musem. Dosłownie 10 minut przed umówionym spotkaniem z koleżanką dotarłam do domu. Ona była już prawie na miejscu, a ja dopiero się przebierałam. Wybiegłam - a miałam spory kawałek do przebycia. Zmarnowana po godzinnych łowach w sklepach. Przybiegłam, żyłam. Uuuf!

Żadnych refleksji. Nic, jestem rozładowana do minimum. Leżeć, spać, spać, leżeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz