Dzisiaj złapałam lenia. To znaczy tylko co do biegania. Już po ćwiczeniach jestem, pewnie jeszcze pohasam na skakance :D.
Koleżanka powoli sobie odpuszcza i lekceważy nasze treningi, wręcz przeciwnie do mnie. Jestem bardzo zdziwiona, gdyż ona do tej pory wykazywała większą mobilizację ode mnie. Kiedy mi się nie chciało i marzyłam po cichutku o tym, żeby napisała mi: "dziś nie", właśnie to ona chciała i chciała. A teraz co? W zasadzie nawet lepiej biega mi się samej, gdyż mogę narzucić sobie większe tempo. Ucieszyłam się więc nawet, ale i ze mną dziś wygrało lenistwo. Trudno, nie trzeba przecież biegać codziennie. Wystarczy trzy razy w tygodniu, i tak wyciskam więcej.
Poza tym te upały są wyczerpujące. Poranne bieganie byłoby lepszym rozwiązaniem, ale pobudka wakacyjna przed 8.00-9.00 to rzecz niemożliwa. Oprócz tego prysznic, włosy...nie, nie, nie! Niestety nie tym razem. Chyba, że znajdę dobry pomysł na to, jak poradzić sobie z moimi włosami. Coś się z nimi złego dzieje. Nie wiem co im zrobiłam :D
Leń ze mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz